Wróć do bloga

Jedzenie i emocje

Czy naprawdę jestem głodna? O jedzeniu, emocjach i tym, co dzieje się między nimi

Czarno-biały lemur trzymający czerwony owoc
Photo by Dmytro Koplyk on Unsplash

Siedzisz wieczorem na kanapie. Kolacja była niedawno, głód właściwie nie powinien się jeszcze pojawić, a jednak nagle przychodzi myśl: „zjadłabym coś”.

Nie cokolwiek. Nie brokuł. Nie jajko. Nie talerz zupy.

Coś konkretnego. Czekoladę. Chipsy. Ciastko. Kawałek sera. Cokolwiek, co przez kilka minut sprawi, że zrobi się trochę przyjemniej.

Czy to głód?

Być może. Ale równie dobrze może to być zmęczenie, napięcie, nuda, samotność, frustracja albo potrzeba nagrody po ciężkim dniu.

I właśnie tutaj zaczyna się fascynująca historia relacji między jedzeniem a emocjami.

Jedzenie nigdy nie było wyłącznie paliwem

Gdyby człowiek jadł tylko wtedy, kiedy jego organizm potrzebuje energii, sprawa byłaby banalnie prosta.

Robiłoby się pusto w baku – jedlibyśmy. Bak pełny – przestalibyśmy jeść.

Tyle że nasz mózg działa znacznie bardziej skomplikowanie.

Jedzenie ma dla nas znaczenie biologiczne, ale również emocjonalne, społeczne i kulturowe. Kojarzy się z bezpieczeństwem, domem, świętami, nagrodą, wspólnym stołem i przyjemnością. Zapach określonej potrawy potrafi w kilka sekund przywołać wspomnienie sprzed kilkudziesięciu lat.

Dlatego apetyt nie jest sterowany wyłącznie przez zapotrzebowanie energetyczne.

Na decyzję: „jem czy nie jem?” wpływają jednocześnie sygnały płynące z przewodu pokarmowego, układ hormonalny, mózgowe układy nagrody, stres, sen, otoczenie, wcześniejsze doświadczenia oraz aktualny stan emocjonalny.

Badania nad jedzeniem emocjonalnym pokazują, że szczególnie w czasie negatywnych emocji może dochodzić do przesunięcia naszej uwagi w stronę produktów dających szybką i intensywną przyjemność. Jednocześnie osłabieniu może ulegać znaczenie odległych celów i racjonalnej oceny wyboru. [1,2]

Stres zmienia nie tylko nasze myśli. Zmienia również apetyt

„Kiedy się stresuję, jem”.

Brzmi znajomo?

Ale jest też druga grupa osób:

„Kiedy się stresuję, nie jestem w stanie nic przełknąć”.

I obie reakcje są możliwe.

Badania nie potwierdzają prostego równania:

stres = więcej jedzenia.

U części osób stres zwiększa spożycie pokarmu i ochotę na produkty szczególnie smakowite, u innych apetyt spada, a u części właściwie się nie zmienia. Ważne są indywidualne doświadczenia, przewlekłość stresu, sposób regulowania emocji i podatność układu nagrody.

To ważne, ponieważ czasem traktujemy reakcję na jedzenie jak dowód „słabej woli”.

Tymczasem w stanie silnego napięcia mózg zaczyna działać nieco inaczej. Rośnie znaczenie szybkiej nagrody, a kontrola poznawcza może być mniej skuteczna. W badaniach neuroobrazowych stres wiązano między innymi ze zmianami w funkcjonowaniu obszarów odpowiedzialnych za nagradzanie, kontrolę zachowania oraz odczytywanie sygnałów płynących z ciała. [2]

Dlatego po dwunastogodzinnym dniu, kłótni, problemach w pracy i czterech godzinach snu wybór między jabłkiem a czekoladowym deserem niekoniecznie odbywa się na dokładnie takich samych zasadach jak w spokojny niedzielny poranek.

A czasami wcale nie chodzi o stres. Chodzi o nudę

To jeden z ciekawszych wątków najnowszych badań.

W 2025 roku naukowcy przeanalizowali ponad 40 tysięcy obserwacji z codziennego życia 801 osób. Uczestnicy wielokrotnie w ciągu dnia zapisywali swoje emocje, poziom stresu, zachcianki i podjadanie.

Jednym z najbardziej wyraźnych wyników było to, że silniejsza nuda poprzedzała częstsze podjadanie. Co jeszcze ciekawsze, samo podjadanie wcale nie powodowało automatycznie poprawy wszystkich negatywnych emocji. [3]

Czyli czasem otwieramy lodówkę nie dlatego, że organizm potrzebuje energii.

Potrzebujemy… bodźca.

Jedzenie doskonale się do tego nadaje. Ma smak, zapach, temperaturę, teksturę, dostarcza szybkiej nagrody i na chwilę zajmuje uwagę.

Lodówka bywa więc czasami nie tyle spiżarnią, ile bardzo dużym przyciskiem „nie chcę teraz tego czuć”.

Dlaczego jedzenie potrafi poprawić samopoczucie?

Ponieważ przyjemność z jedzenia jest prawdziwa.

Nie jest wymysłem ani brakiem charakteru.

Jedzenie angażuje układ nagrody. Produkty szczególnie smakowite mogą chwilowo zwiększać poczucie przyjemności i odciągać uwagę od nieprzyjemnego stanu emocjonalnego.

Jeżeli po trudnym dniu jedzenie rzeczywiście przynosi chwilową ulgę, mózg bardzo szybko może nauczyć się związku:

napięcie → jedzenie → ulga.

A zachowania, które przynoszą ulgę, mają tendencję do powtarzania się.

Współczesne modele jedzenia emocjonalnego właśnie w ten sposób opisują jeden z możliwych mechanizmów powstawania tego nawyku: jedzenie zaczyna pełnić funkcję szybkiej strategii regulowania emocji. [1]

Problem nie polega więc na tym, że komuś „za bardzo smakuje czekolada”.

Istotne pytanie brzmi:

jaką funkcję w danym momencie pełni jedzenie?

Głód z brzucha czy głód z głowy?

Takie rozróżnienie jest bardzo kuszące, ale rzeczywistość znów okazuje się mniej czarno-biała.

Mózg przez cały czas odbiera informacje płynące z organizmu: napięcie żołądka, pracę jelit, tętno, temperaturę, sygnały związane z sytością czy pobudzeniem.

Zdolność zauważania i interpretowania tych sygnałów nazywamy interocepcją.

To właśnie dzięki niej możemy między innymi rozpoznawać:

„jestem głodna”,

„jestem pełna”,

ale również:

„jestem zdenerwowana”,

„jestem napięta”,

„serce bije mi szybciej”.

Badania wskazują, że zaburzenia przetwarzania sygnałów interoceptywnych występują w różnych zaburzeniach odżywiania, chociaż nauka nadal nie pozwala stwierdzić, że są ich prostą przyczyną. [4]

To pokazuje jednak coś bardzo ważnego:

czasami trudność nie polega na tym, że człowiek nie potrafi „kontrolować jedzenia”.

Może mieć problem z rozpoznaniem tego, co właściwie dzieje się w jego ciele i jakiej potrzeby właśnie doświadcza.

Emocje wpływają na jedzenie. Ale jedzenie również wpływa na emocje

Relacja działa w obie strony.

I tutaj zaczyna się obszar nazywany czasem psychiatrią żywieniową oraz badania nad osią jelito–mózg.

Układ nerwowy, przewód pokarmowy, układ odpornościowy, hormony i mikrobiota jelitowa pozostają ze sobą w ciągłej komunikacji. Dieta może wpływać na to środowisko, a przez różne mechanizmy pośrednio oddziaływać również na funkcjonowanie mózgu.

Nie oznacza to jednak, że istnieje jogurt, bakteria albo suplement, który „naprawia nastrój”.

Badania nad mikrobiotą i zdrowiem psychicznym rozwijają się bardzo szybko, ale autorzy najnowszych przeglądów nadal podkreślają dużą różnorodność wyników. Szczególnie dane dotyczące probiotyków i suplementów są niejednoznaczne. [5]

Znacznie ciekawsze są wyniki badań dotyczących całego sposobu żywienia, a nie pojedynczych „magicznych” składników.

Jednym z najbardziej znanych eksperymentów był randomizowany SMILES Trial obejmujący osoby z depresją. Po 12 tygodniach grupa otrzymująca profesjonalne wsparcie dietetyczne uzyskała większą poprawę objawów depresyjnych niż grupa otrzymująca wsparcie społeczne. Remisję uzyskało około 32% osób w grupie interwencji żywieniowej i 8% w grupie kontrolnej. [6]

To było jednak niewielkie badanie – uczestniczyło w nim 67 osób – dlatego nie należy wyciągać z niego wniosku, że depresję można „wyleczyć dietą”.

Pokazuje ono coś bardziej rozsądnego:

sposób żywienia może być jednym z elementów wpływających na zdrowie psychiczne, ale nie zastępuje psychoterapii ani leczenia psychiatrycznego, kiedy są potrzebne.

Czy jedzenie emocjonalne jest czymś złym?

Nie każde jedzenie pod wpływem emocji jest problemem.

Jemy tort, bo ktoś ma urodziny.

Idziemy na kolację, bo chcemy świętować.

Robimy kakao, bo kojarzy nam się z domem.

Kupujemy lody w czasie wakacji, chociaż kilka minut wcześniej nie byliśmy szczególnie głodni.

Jedzenie ma prawo być przyjemnością.

Niepokojące staje się dopiero wtedy, kiedy zaczyna być jedynym albo podstawowym narzędziem radzenia sobie z emocjami.

Wtedy może pojawić się charakterystyczna pętla:

emocja → napięcie → jedzenie → chwilowa ulga → poczucie winy → kolejne napięcie.

I właśnie dlatego samo wprowadzenie kolejnych zakazów żywieniowych często nie dotyka sedna problemu.

Jeżeli przyczyną jedzenia jest napięcie, samotność albo przeciążenie, lista produktów „wolno – nie wolno” nie odpowiada na najważniejsze pytanie.

Zamiast pytać „dlaczego znowu to zjadłam?”, warto zapytać coś innego

W pracy z pacjentami bardziej interesuje mnie nie tylko co ktoś zjadł, ale również co wydarzyło się chwilę wcześniej.

Pomocne mogą być bardzo proste pytania:

  • Co czuję w tej chwili?
  • Co wydarzyło się przed pojawieniem się ochoty na jedzenie?
  • Czy czuję fizyczny głód?
  • Czy zjadłabym teraz normalny posiłek, czy mam ochotę wyłącznie na jeden konkretny produkt?
  • Czy jestem zmęczona albo niewyspana?
  • Czy jem dlatego, że jestem głodna, czy dlatego, że chcę zmienić swój aktualny stan?
  • Jak czuję się dziesięć minut po jedzeniu?

Nie chodzi o ocenianie siebie.

Chodzi o zauważenie wzorca.

Bo dopiero wtedy zamiast walczyć z jedzeniem możemy spróbować zrozumieć, dlaczego było nam w danym momencie potrzebne.

Czasami problem nie znajduje się na talerzu

To chyba najważniejszy wniosek z badań nad emocjami i jedzeniem.

Jedzenie nie jest odłączone od reszty naszego życia.

Na sposób, w jaki jemy, wpływają stres, sen, relacje, nastrój, poczucie bezpieczeństwa, wcześniejsze doświadczenia, dostępność jedzenia i dziesiątki drobnych decyzji podejmowanych każdego dnia.

Dlatego czasem praca nad sposobem odżywiania zaczyna się zupełnie gdzie indziej, niż moglibyśmy przypuszczać.

Nie od pytania:

„Co powinnam przestać jeść?”

ale od pytania:

„Co próbuje mi powiedzieć mój organizm, kiedy znowu szukam czegoś do jedzenia?”

I być może właśnie tam zaczyna się znacznie ciekawsza rozmowa o zdrowiu.


Literatura

  1. Fu S., Chen J., Wang X. Emotional Eating Under Negative Affect: A Narrative Review from the Perspectives of Emotion Regulation and Reward Processes in Food Choice. Nutrients. 2026;18:1830. doi:10.3390/nu18111830.
  2. Giddens E. i wsp. The influence of stress on the neural underpinnings of disinhibited eating: a systematic review. Rev Endocr Metab Disord. 2023;24:713–734. doi:10.1007/s11154-023-09814-4.
  3. Aulbach M.B. i wsp. Taming “hanger” and falling prey to boredom – emotional and stress-eating in 801 healthy individuals using ecological momentary assessment. Appetite. 2025;207:107897. doi:10.1016/j.appet.2025.107897.
  4. Martin E. i wsp. Interoception and disordered eating: A systematic review. Neurosci Biobehav Rev. 2019;107:166–191. doi:10.1016/j.neubiorev.2019.08.020.
  5. Morse M.B., Garcia B. Food and Mood: Current Evidence on Mental Health and the Microbiota-Gut-Brain Axis. Curr Psychiatry Rep. 2025. doi:10.1007/s11920-025-01636-2.
  6. Jacka F.N. i wsp. A randomised controlled trial of dietary improvement for adults with major depression (the ‘SMILES’ trial). BMC Med. 2017;15:23. doi:10.1186/s12916-017-0791-y.